Flow w podróży, czyli siedem uczuć, które przerabiamy

3dzieciaki2plecaki – czy wyruszyć w świat

Był taki moment w 2017 roku, kiedy postanowiliśmy, że zamiast dalej prowdzić rozsądne, choć ciekawe życie w Berlinie chcemy wyruszyć w świat. Żyć już teraz wolnym życiem a nie czekać na nie. Łatwo powiedzieć, ciężko zrealizować, a najciężej zmienić swoje myślenie. Był to długi proces, któremu towarzyszyły przeróżne emocje:

1. Euforia – oto podjęliśmy decyzję o wyprawie w świat z dziećmi. Zapisujemy je na edukację domową w Polsce, przeorganizowujemy nasze życie i realizujemy marzenie tej dekady! Świat jest w naszych rękach!!!

2. Strach – oto podjęliśmy decyzję o wyprawie w świat z dziećmi. Wyciągamy je z wygodnego niemieckiego systemu edukacji. Żegnamy się z dobrą pracą i fajnym mieszkaniem w Berlinie, wyrejestrowujemy się ze wszelakich instytucji. Towarzyszy nam uczucie, że niszczymy wszyzstko to, co zbudowaliśmy w Berlinie..

3. Wolność – zamknęliśmy wszystie zobowiązania w Berlinie, sprzedaliśmy lub rozdaliśmy meble, spakowaliśmy najważniejsze rzeczy do kampera i widzimy, jak niewiele potrzebujemy do życia oraz jak bardzo jesteśmy otwarci na przygodę!

4. Zagubienie – musimy przeorganizować nasze codzienne życie i być niezwykle kreatywni, bo prawie codziennie robimy coś innego. Przebywamy u Babci, odwiedzamy rodzinę lub znajomych, podróżujemy (“Odessa there and back“) bądź uczymy się (kurs nurkowania dla rodziców, warsztaty robotyki dla dzieci)

5. Zmęczenie – nowy tryb życia jest trudny i nie idealny. Zastanawiamy się, czy warto było rzucać wygody naszego berlińskiego życia. Czy na pewno chcemy cierpieć niewygody i niepewność dnia codziennego?

6. Szczęście – uczymy się akceptować zmiany, niepewność, niewygody i jednocześnie doceniać chwile wygodne, ciekawe i inspirujące. Kierujemy się zasadą “say yes to everything” i “żyj tu i teraz“. Odnajdujemy “flow” w podróży.

7. Spokój – powoli planujemy dalsze kroki, nie przejmujemy się wpadkami bądź krytycznymi myślami, wiemy, że dokonamy zawsze najlepszego w danym momencie wyboru i że zawsze możemy odbudować dobre życie stacjonarne, skoro już kilka razy nam się to udało.

Tak, teraz już osiągnęliśmy nasze equilibrium – cieszymy się każdą chwilą naszego dnia. Doceniamy małe przyjemności i żyjemy z walizek spakowanych albo do kampera, albo na podróż samolotem do Azji. Podróżujemy właśnie po to – aby przestać bać się utraty status quo, aby zobaczyć, że inni żyją inaczej, że można inaczej, że my możemy inaczej. A potem wybrać co dla nas najlepsze i cieszyć się tym. Przy okazji, mam nadzieję, dzieci też z tego zaczerpną.