Huanchaco – domek z ogródkiem i pięknym widokiem…

Huanchaco

Fajne marzenie, co? Domek z ogródkiem, może z basenem, super widokiem na góry albo na ocean… Gdzieś tam je mam, z tyłu głowy. Ale, jak to w życiu bywa, nie można mieć wszystkiego, w dodatku my bardzo nie lubimy pozostawać długo w jednym miejscu więc marzenie to nigdy nie wydawało mi się realne.

Nasz domek na kółkach

Tymczasem dziś, siedząc przy stoliku i popijając kawkę, patrząc na Kaję bawiącą się na trawce, obok chłopaki bawią się w piachu, tuż obok basen i nasz dom na kółkach – przyszło mi na myśl, że to właśnie jest mój dom z ogródkiem. Dom jest stały (w pewnym sensie :))), za to bardzo często zmienia się ogródek. Raz polana górska, raz trawka z campingu, raz plaża nad oceanem, raz teren cyrku pełen psów i dzieci, innym razem ryneczek miasteczka, park zabaw. Zmienia się też widok. Czasem prześliczne góry, lasy, domki i kamienice, stary kościół lub plaża i ocean.
Tak, sprawia mi nasz motorhome dużo radości, a wcale się tego nie spodziewałam. Wyobrażałam sobie, że motorhome oddziela od ludzi, a tymczasem bardzo często ludzie do nas przychodzą, zaglądają, wypytują, zapraszają na imprezy (wczoraj na przykład tance peruwiańskie dla dzieci). Zdarza się to zwłaszcza poza najpopularniejszymi trasami (np. w trudno dostępnych górskich miasteczkach).

huanchaco
Jak ekipa bawi się w ogródku?

A dziś na jakimś targu po drodze kupiłam dynię, papryczki, czerwone pataty i kilka innych zielsk i rozbiłam pyszną zupę. Ja gotowałam, a dzieciaki bawiły się na placu zabaw. A potem degustacja w wyborowym towarzystwie. Otóż dziś w naszym ogródku (znaczy się na trawce na campingu, obok wspomnianego wcześniej basenu) pojawiły się dwa żółwie, które bez pardonu podeszły do leżącej na kocyku Kai i szukały jedzenia. Konradziu podawał im marchewki, przy czym został ugryziony w palec 🙂 Tak więc degustacja była pod każdym względem 🙂