Początek wyprawy – Otavalo i Quito

Podróż całą rodziną

Podróż do Ameryki Południowej nie była naszą pierwszą podróżą na inny kontynent. Już wcześniej byliśmy na krótkich wyprawach – od 3 do 6 tygodni – w Meksyku, Kalifornii czy Indonezji. Mieliśmy więc trochę doświadczenia w dalekim podróżowaniu z dziećmi.

Wiedzieliśmy też dużo o Ameryce Południowej. Dziewięć lat wcześniej, zanim poznałam Andrzeja, wybrałam się w samotną, 3-miesięczną podróż z Rio de Janeiro do Mexico City, która do tej pory była najciekawszą z moich podróży.

Troje dzieci i piękna Ameryka

Teraz jednak leżała na nas duża odpowiedzialność. Mieliśmy pod opieką aż trójkę dzieci, w dodatku najmniejsze zaledwie 6-miesięczne. Ilość bagażu drastycznie się zwiększyła. Dodatkowo musieliśmy stawić czoła trudnościom związanym z długością wyprawy. Po dwóch czy trzech miesiącach podróży zużywają się ubrania, buty, kosmetyki. Czasem zginie lub zostanie uszkodzony sprzęt komputerowy bądź aparat fotograficzny. Trzeba pomyśleć o długoterminowym ubezpieczeniu oraz dostępie do artykułów niezbędnych dla niemowlaka – pieluch, kaszek, smoczków.

Wyjeżdżałam więc pełna obaw i skupiona na przygotowaniu niezbędnych rzeczy. Starałam się nie myśleć o ewentualnych złych wydarzeniach. Generalnie starałam się w ogóle za dużo nie myśleć. Miałam wrażenie, że gdybym tak porządnie przemyślała ideę wyjazdu to zapewne nie pojechalibyśmy. Przypominałam sobie wciąż, że przecież w Ameryce Południowej też żyją dzieci, też są pampersy czy mleko w proszku. Jakoś damy radę.

Przelot do Quito wybraliśmy nocny, wiedząc z doświadczenia, że to najlepsza opcja z dziećmi. Pierwsze dni postanowiliśmy spędzić w górskim Otavalo i tam, w hostelu, przyzwyczaić się do zmiany czasu. Na lotnisku w Quito czekała na nas zamówiona taksówka, wpakowaliśmy więc bagaże i ożywione dzieci do samochodu i ruszyliśmy w drogę górskimi serpentynami. Chłopcy od razu przylepieni do okna samochodu, podziwiali krajobraz, a ja pokazywałam im kaktusy, agawy, góry, wulkany, miasteczka i ludzi.

Jet-lag

Powoli pokonujemy zmęczenie Jet-lag. Dzieci konsekwentnie budzą się o 3 nad ranem i bawią. W dzień podsypiają w hostelu, w wózku lub w nosidełku. Cierpliwie czekamy. Po 3 dniach jet-lag mija i możemy przestawić się na lokalną strefę czasową.

jet-lag
Dzieci odsypiają jet-lag

Zwiedzamy okolicę. Zobaczyliśmy mnóstwo zwierząt. Zaliczyliśmy targ zwierząt, jeden z największych w okolicy, park Cascadas z wodospadami oraz park Kondora, gdzie wolontariusze zajmują się rannymi ptakami.

Nowa rutyna dnia

Powoli uczymy się nowej rutyny dnia. Wstajemy rano, kiedy tylko obudzi się Kaja (najczęściej 6 rano). Czasem jemy śniadanie w pokoju, czasem mamy wykupione. Jeśli potrzebujemy czasu na zaplanowanie dnia puszczamy chłopcom bajki. Wyruszamy w trasę obładowani niezbędnymi: ubraniami zapasowymi, pieluchami, mokrymi chusteczkami, zapasem mleka w proszku, kilkoma zabawkami oraz aparatem fotograficznym i przewodnikiem. Wieczorem, w czasie usypiania Kai często wyganiam tatę z chłopakami w teren. Kaja usypia, a my kąpiemy chłopców i usypiają. Potem chwila dla siebie.

Planowanie atrakcji

Zwiedzanie w trakcie wyprawy musimy planować oszczędnie. Z taką gromadką możemy zobaczyć jedną, maksymalnie dwie atrakcje dziennie. Kosztuje nas to dużo wysiłku – codziennie przepchamy wózek z bagażem podręcznym i dzieciakami w górę i dół stromych uliczek, łapiemy autobusy lub taksówki, składamy i rozkładamy wózek, przebieramy i karmimy Kaję, szukamy posiłków i  bezpiecznych miejsc, gdzie chłopcy mogą sobie pobiegać i się pobawić. Jest nam ciężko fizycznie i psychicznie, jednak codziennie przeżywamy przygody, które nam to wynagradzają.

Quito

Jedziemy do Quito skorzystać z zaproszenia Joasi – Polki, która od kilku miesięcy mieszka w Quito razem ze swoim chłopakiem Davidem. Dostajemy mały pokoik z łóżkiem i karimatą, dzięki czemu testujemy przeróżne układy spania (ja z trójką dzieci na łóżku, blisko krawędzi, aby żadne z dzieci w nocy nie spadło). Przywozimy do Asi słonecznik, którego jej brakuje oraz żubrówkę. Wieczór spędzamy przy bimbrze i śliwowicy na pogawędkach o Polsce i Ekwadorze, o różnicach kulturowych i opowiadając swoje historie życiowe. W dzień jedziemy zobaczyć równik – zarówno oficjalny, jak i rzeczywisty (rzeczywisty zgadza się z GPS-em, a oficjalny wyznaczono niedaleko i tak już został). Oglądamy też ogród botaniczny, zwiedzamy parki i place zabaw.

quito
Równik w Quito – czyli Środek Świata

Joasia gorąco nam poleca wyspy Galapagos. Rezerwujemy więc bilety na 2 tygodnie pobytu na wyspach. Najtańszy wylot jest z Guayaquil, a więc za kilka dni tam właśnie trafimy i polecimy do Galapagos!