Tierra del Fuego, czyli jak to jest na “końcu świata”

Czas na Tierra del Fuego!

No to dojechaliśmy! Jesteśmy na samym końcu kontynentu południowoamerykańskiego. Dojechaliśmy do Tierra del Fuego, Ziemi Ognistej. Ale wcale nie jest tu gorąco, jak sugeruje nazwa. Jest zimno, bardzo wietrznie i co trochę pada deszcz. Są jednak momenty ślicznej pogody, wtedy wyruszamy na krótkie trekkingi lub spacery.

Zanim dojechaliśmy do miasta Ushuaia, które zwykle jest celem większości podróżników, odwiedziliśmy pingwinerię pingwina królewskiego (tego z “Tupotu małych stóp”, która mieści się w zatoce Inutil (z hiszp. Bezużyteczna). Tu znowu pingwiny w swoim naturalnym środowisku, a ludzie tylko ich podglądają z małych wieżyczek, nie podchodząc, ani nie ingerując w ich życie.

Pingwineria
Pingwineria Pingwina Królewskiego
wieżyczka widokowa
Wieżyczka widokowa w Pingwinerii Pingwina Królewskiego

Ushuaii, Park Narodowy Tierra del Fuego, Zatoka Lapataia

Dwa dni później w telewizji chłopakom zapodaliśmy bajkę “Tupot..”. Fajnie, co?

A potem dojechaliśmy do Ushuaii, do młodego małżeństwa belgijsko-argentyńskiego (Jade z Belgii i Andres z Argentyny, Ushuai), którzy przez Couchsurfing zaprosili nas do siebie. U nich zjedliśmy kolację, wzięliśmy prysznic, przegadaliśmy trochę czasu a potem wybraliśmy się na spanko do naszego własnego domku na kółkach.

Generalnie poplątaliśmy się trochę po Ushuaii, potem po Parku Narodowym Tierra del Fuego, gdzie dojechaliśmy do Zatoki Lapataia i pospacerowaliśmy. Widoki prześliczne. Dużo deszczu daje dużo zieleni, ale słońce jest mocne, więc w pogodnych momentach widoki zapierają dech w piersiach.

Ushuaii
Widok z portu w Ushuaii
Tierra del Fuego
Park Tierra del Fuego, zatoka Lapataia
 Lago Fagnano
Widok na Lago Fagnano na trasie Ushaia Tolhuin
zachód słońca
Patagoński zachód słońca

A dlaczego Ziemia Ognista? Otóż jak Magellan przypłynął do tego miejsca zobaczył wiele ognisk, większość z nich na wodzie. Były to lokalne plemiona zwane Yamana, których przedstawiciele żyli w większości na łodziach. Tam cały czas mieli zapalone małe ogniska, aby ich ogrzewały i służyły do gotowania strawy. To lud, który niestety został w większości wybity przez Hiszpanów. Chodzili odziani jedynie w skóry fok, a ciało smarowali ich tłuszczem, aby nie czuć zimna (zimno w Patagonii pochodzi głównie od wiatru). Andres z Couchsurfingu opowiedział nam trochę o Yangara, zainspirowani odwiedziliśmy więc muzeum tych Indian.

muzeum
Muzeum plemienia Yamana
Yamana
Muzeum plemienia Yamana. Łodzie z jednego kawałka drzewa.

Po trzech dniach pobytu na Ziemi Ognistej przyszedł czas na powrót. Ruszyliśmy w drogę, poprzez śliczne choć nieprzyjazne krajobrazy. Czasem robiliśmy przystanki na punktach widokowych, a czasem “pośrodku niczego”, tak jak poniżej. Andrzej musiał nasmarować łożyska w aucie, a dzieciaki bawiły się na kupce brudnej soli, która została tutaj po prehistorycznych oceanach.

pomocnicy
Andrzej smaruje koło, a pomocnicy siedzą obok.
zabawa
Zabawa na kupce brudnej soli.
auto
Wspinanie na auto. Każde dziecko musi spróbować!

Wkrótce byliśmy już w ciepłych obszarach Argentyny, nad Atlantykiem. To zdjęcie z miasteczka Piedra Buena, gdzie w środku dnia było tak gorąco, że ustawiłam wanienkę obok kranu u mechanika i wsadziłam w nią Kaję, aby się ochłodziła. Szczęśliwy efekt widzicie wypisany na ślicznej twarzy.

kąpiel
Kąpiel w wanience pod kranem u mechanika.